Wiadomości

Monika Richardson: Kiedyś miałam mnóstwo kompleksów. Teraz samoakceptacja przychodzi mi w sposób naturalny

Monika Richardson: Kiedyś miałam mnóstwo kompleksów. Teraz samoakceptacja przychodzi mi w sposób naturalny
Choć mając 20–30 lat prezenterka nie wszystko lubiła w swoim wyglądzie, to gdy teraz patrzy na swoje zdjęcia z tamtych czasów, uważa, że była wtedy piękną kobietą. Jej zdaniem w miarę upływu czasu nie tylko

Lifestyle.newseria.pl

Choć mając 20–30 lat prezenterka nie wszystko lubiła w swoim wyglądzie, to gdy teraz patrzy na swoje zdjęcia z tamtych czasów, uważa, że była wtedy piękną kobietą. Jej zdaniem w miarę upływu czasu nie tylko powinniśmy uczyć się żyć ze swoimi niedoskonałościami, ale także potrafić zamieniać je w atuty. Monika Richardson zapewnia, że teraz lubi siebie i akceptuje taką, jaka jest. Nie ukrywa też, że raz w roku korzysta z dobrodziejstw medycyny estetycznej.

Wszystkim kobietom, które walczą z kompleksami, Monika Richardson radzi, by zamiast skupiać się na niedoskonałościach, akcentowały swoje mocne strony, stworzyły własny niepowtarzalny styl i dobrze się czuły ze sobą, nie przejmując się opinią innych. To najkrótsza droga do samoakceptacji. Prezenterka nie ukrywa, że też ją przeszła.

– Jestem już na takim etapie mojego życia, gdy samoakceptacja przychodzi do mnie w sposób naturalny. Kiedyś miałam do siebie mnóstwo pretensji, dzisiaj nie mam żadnych. Myślę, że jeżeli ktoś w wieku lat 53 nie lubi siebie, to już nic mu nie pomoże  – mówi agencji Newseria Monika Richardson.

Prezenterka przyznaje, że kiedyś miała różne kompleksy i wiele zmieniłaby wówczas w swoim wyglądzie.

– Zgadzam się z twierdzeniem, że samoakceptacja jest stosunkowo najtrudniejsza, gdy się jest kobietą dwudziestoparoletnią. Gdy dzisiaj patrzę na swoje zdjęcia sprzed 20–30 lat, to uważam, że byłam piękna, ale pamiętam, jak się wtedy czułam. Miałam do siebie milion pretensji i wszystko było nie tak: nie te nogi, nie ta buzia, nie te włosy, za mały biust, za duży, za gruba – mówi.

Monika Richardson nie widzi nic złego w korzystaniu z zabiegów medycyny estetycznej, które spowalniają efekty starzenia. Warto jednak kilka razy się zastanowić nad tym, czy rzeczywiście koniecznie coś trzeba poprawić skalpelem, czy może tylko postawić na odpowiednią pielęgnację. Ona najczęściej wybiera zabiegi wygładzające, odżywiające i rewitalizujące skórę. Podchodzi do nich jednak z rozwagą i umiarem.

A to już wiesz?  Maciej Pertkiewicz: Darek „Stolarz” szukał swojej drogi zawodowej i znalazł ją w Polsacie. Jest on dla programu bardzo cenną postacią

– Mnie medycyna estetyczna pomaga i ja ją lubię. Robię różne zabiegi pielęgnacyjne na ciało, mniej lub bardziej inwazyjne. Najpierw gromadzę środki, bo jak wiemy, to nie są tanie rzeczy i raz w roku przychodzę do mojej pani doktor, której ufam od 20 lat. Czasami ona mówi: „O, tu trzeba podnieść, tam trzeba wstrzyknąć”​, a innym razem: „Jest świetnie, nie widzę potrzeby robienia czegokolwiek”. Tak jak jest wizyta kontrolna u ginekologa czy u dentysty, tak ja na podobnej zasadzie chodzę do lekarza medycyny estetycznej. Nie robię zabiegów tego typu u kosmetologów – mówi.

Monika Richardsom zauważa, że kobiety często zamiast podkreślać atuty swojej sylwetki, skupiają się na ukrywaniu mankamentów. Jej zdaniem jednak antidotum na kompleksy nie mogą być zbyt inwazyjne zabiegi medycyny estetycznej czy nawet operacje plastyczne, bo one i tak nie wyleczą kompleksów. Zanim ktoś się zdecyduje na poprawianie swojej urody, a nawet wręcz drastyczne zmiany w wyglądzie, najpierw powinien spróbować pokonać swoje słabości, popracować nad samoakceptacją i podnieść poczucie własnej wartości.

– Nieumiejętne używanie zdobyczy medycyny estetycznej potrafi być tragiczne w skutkach. Dlatego musimy przerobić lekcję samoakceptacji i na starość zacząć siebie chociaż odrobinę lubić. Chociaż i tak wydaje mi się, że brak samoakceptacji jest bardziej niebezpieczny i bardziej tragiczny w skutkach dla mężczyzn. My kobiety jakoś żyjemy ze swoimi pretensjami, natomiast mężczyźni, którzy nie lubią siebie, manifestują to w taki sposób, który potrafi zniszczyć im życie. Stają się przestępcami, popełniają ogromne zbrodnie albo uciekają w depresję, w narkotyki, uzależniają się – dodaje dziennikarka.

Artykuly o tym samym temacie, podobne tematy